(English version below)

Chciałam dziś przesadzić rośliny, ale zabrakło mi ziemi i niechybnie czeka mnie jutro Wielka Wyprawa do Castoramy. Chciałam uporządkować balkon, ale przeszkodziła mi burza – a po niej to zajęłam się innymi rzeczami i już mi się odechciało. I tak muszę tam wrócić jutro. Chciałam też rysować dalej portret Sansy z Gry o Tron (jestem gotowa na wyzwanie: odwzorować najlepiej jak umiem futrzany płaszcz) i upiec ciasto jogurtowe z owocami, o którym myślę od dawna i na które mam ogromną ochotę, ale zdaje się, że zabraknie mi na to czasu. Po prostu doba jest zwyczajnie za krótka – nie da rady zrobić wszystkiego, co by się chciało.

Wiem też, że miałam napisać wieki temu. Przepraszam, nie wyszło mi. Na pocieszenie dla Was mam małą (miłą?) niespodziankę, którą znajdziecie u dołu tego posta.

Wiecie, miałam ostatnio trochę mniejszych i większych kłopotów ze zdrowiem i nastrojem i czułam, że brakuje mi energii i inspiracji. Popadłam w jakąś inercję. Staram się ją pomalutku przezwyciężać. Znowu wzięłam do ręki mój specjalny notatnik w którym spisuję sobie drobne i wielkie cele i potrzeby, żeby się nie zagubić i nie rezygnować z wprowadzania ich w życie. Wczoraj usiadłam, pomyślałam… i zapisałam trzy strony. Czeka mnie sporo roboty, żeby wrócić do formy…

Prawda jest taka, że ja dalej nie wiem co mi się dzieje z czasem. Dni mijały mi bardzo szybko, a spędzałam je głównie na pracy i „potrzebnych rzeczach” – zakupy, obiad, pranie i inne przyziemności. Na szczęście było kilka wyłomów w tej monotonii. Wielkim wyzwaniem było dla nas obojga zrealizowanie wspólnie zlecenia wykonania reportażu ślubnego – i tak naprawdę to chyba to podniosło mnie na duchu. Wspólny cel. Teraz czeka mnie mnóstwo obróbki, ale mam nadzieję, że już niedługo będzie można oglądać wybrane zdjęcia na naszej stronie internetowej/

Z fajnych spraw – ponieważ podjęłam decyzję, że zabieram się za rysowanie i zainwestowałam w naprawdę fajne (FANTASTYCZNE) kredki Prismacolor, to zorganizowałam też sobie miejsce do pracy. Wykorzystałam na to sekretarzyk, który mamy w domu. Wystarczy go otworzyć i już mam dostęp do wszystkiego, czego mi potrzeba, łącznie z wygodnym kawałkiem blatu i lampą ❤ Rozwiązanie całkiem praktyczne, wygodne i kotoodporne (bo zazwyczaj Kotła podbiera wszystkie małe rzeczy, które spuścimy z oka i gania z nimi po całym mieszkaniu).

Sansa czeka.

Dzisiejszy dzień mimo nie wykonania 100% planu (o którym od samego rana wiedziałam, że jest nierealny) jednak zaliczam do udanych. Po raz pierwszy od lat wsiadłam na rower, taki na minuty. To cudowne uczucie móc znowu zrobić coś, co wydawało się już niemożliwe na zawsze. Moje problemy z kręgosłupem nie pozwalały mi na jazdę w pochyleniu. Kończyło się bólem. Rower który wypożyczyłam ma jednak inną budowę. Chyba holenderską? Można na nim jechać z wyprostowanymi plecami.

Pęd, wiatr we włosach… wolność!

Tak jak sobie obiecałam nie rozstaję się z aparatem na spacerach. Ostatnio spróbowałam… nakręcić film. Efekty możecie zobaczyć na własne oczy. Wszystko się trzęsie gorzej niż w filmach Von Triera (przynajmniej tak było w pierwszej wersji video), słychać pracę obiektywu i czasem inne dziwne dźwięki, których sami byliśmy źródłem, ale pierwsze koty za płoty! ? Udało się nawet nakręcić parę leśnych mieszkańców, a samo montowanie wprawiło mnie w dobry humor.

Muszę już dzisiaj uciekać, bo mam plan (haha) bardzo wcześnie wstać do pracy. Ciekawe co mi z tego wyjdzie…

Do następnego razu!

Żabka pozdrawia!

“IF YOU WANT TO MAKE GOD LAUGH, TELL HIM ABOUT YOUR PLANS” – Woody Allen

Chciałam dziś przesadzić rośliny, ale zabrakło mi ziemi i niechybnie czeka mnie jutro Wielka Wyprawa do Castoramy. Chciałam uporządkować balkon, ale przeszkodziła mi burza – a po niej to zajęłam się innymi rzeczami i już mi się odechciało. I tak muszę tam wrócić jutro. Chciałam też rysować dalej portret Sansy z Gry o Tron (jestem gotowa na wyzwanie: odwzorować najlepiej jak umiem futrzany płaszcz) i upiec ciasto jogurtowe z owocami, o którym myślę od dawna i na które mam ogromną ochotę, ale zdaje się, że zabraknie mi na to czasu. Po prostu doba jest zwyczajnie za krótka – nie da rady zrobić wszystkiego, co by się chciało.

Wiem też, że miałam napisać wieki temu. Przepraszam, nie wyszło mi. Na pocieszenie dla Was mam małą (miłą?) niespodziankę, którą znajdziecie u dołu tego posta.

Wiecie, miałam ostatnio trochę mniejszych i większych kłopotów ze zdrowiem i nastrojem i czułam, że brakuje mi energii i inspiracji. Popadłam w jakąś inercję. Staram się ją pomalutku przezwyciężać. Znowu wzięłam do ręki mój specjalny notatnik w którym spisuję sobie drobne i wielkie cele i potrzeby, żeby się nie zagubić i nie rezygnować z wprowadzania ich w życie. Wczoraj usiadłam, pomyślałam… i zapisałam trzy strony. Czeka mnie sporo roboty, żeby wrócić do formy…

Prawda jest taka, że ja dalej nie wiem co mi się dzieje z czasem. Dni mijały mi bardzo szybko, a spędzałam je głównie na pracy i „potrzebnych rzeczach” – zakupy, obiad, pranie i inne przyziemności. Na szczęście było kilka wyłomów w tej monotonii. Wielkim wyzwaniem było dla nas obojga zrealizowanie wspólnie zlecenia wykonania reportażu ślubnego – i tak naprawdę to chyba to podniosło mnie na duchu. Wspólny cel. Teraz czeka mnie mnóstwo obróbki, ale mam nadzieję, że już niedługo będzie można oglądać wybrane zdjęcia na naszej stronie internetowej/

Z fajnych spraw – ponieważ podjęłam decyzję, że zabieram się za rysowanie i zainwestowałam w naprawdę fajne (FANTASTYCZNE) kredki Prismacolor, to zorganizowałam też sobie miejsce do pracy. Wykorzystałam na to sekretarzyk, który mamy w domu. Wystarczy go otworzyć i już mam dostęp do wszystkiego, czego mi potrzeba, łącznie z wygodnym kawałkiem blatu i lampą ❤ Rozwiązanie całkiem praktyczne, wygodne i kotoodporne (bo zazwyczaj Kotła podbiera wszystkie małe rzeczy, które spuścimy z oka i gania z nimi po całym mieszkaniu).

Dzisiejszy dzień mimo nie wykonania 100% planu (o którym od samego rana wiedziałam, że jest nierealny) jednak zaliczam do udanych. Po raz pierwszy od lat wsiadłam na rower, taki na minuty. To cudowne uczucie móc znowu zrobić coś, co wydawało się już niemożliwe na zawsze. Moje problemy z kręgosłupem nie pozwalały mi na jazdę w pochyleniu. Kończyło się bólem. Rower który wypożyczyłam ma jednak inną budowę. Chyba holenderską? Można na nim jechać z wyprostowanymi plecami.

Pęd, wiatr we włosach… wolność!

Tak jak sobie obiecałam nie rozstaję się z aparatem na spacerach. Ostatnio spróbowałam… nakręcić film. Efekty możecie zobaczyć na własne oczy. Wszystko się trzęsie gorzej niż w filmach Von Triera (przynajmniej tak było w pierwszej wersji video), słychać pracę obiektywu i czasem inne dziwne dźwięki, których sami byliśmy źródłem, ale pierwsze koty za płoty! ? Udało się nawet nakręcić parę leśnych mieszkańców, a samo montowanie wprawiło mnie w dobry humor.

Muszę już dzisiaj uciekać, bo mam plan (haha) bardzo wcześnie wstać do pracy. Ciekawe co mi z tego wyjdzie…

Do następnego razu!

Dodaj komentarz

Zielona Czarodziejka

Wierzę w dobre intencje. Kocham zwierzęta i światło świec. Wbrew wszystkiemu nie straciłam zdolności do dziecięcego zachwytu. Ufam swojemu bogu, ale moim kościołem jest natura. Z mięs jem tylko ryby.