Strona ucichła, Instagram w zasadzie zamilkł. Można powiedzieć, że na trochę zniknęłam z życia w sieci – ale i tego towarzyskiego. Z pracy również zrobiłam “angielskie wyjście”. Z powodów zdrowotnych, a potem sytuacji epidemiologicznej od dłuższego czasu pracowałam w domu, zdalnie, więc podejrzewam, że znakomita większość moich współpracowników nawet nie zauważyła, że mnie zabrakło, dopóki wieść o powodach nie rozniosła się w przypadkowych rozmowach.

Nie chciałam za bardzo rozmawiać… Miałam swoją tajemnicę, o której trochę bałam się mówić. Los bywa surowy i czasem nie wszystko toczy się tak, jakbyśmy tego pragnęli, a nie ma chyba nic gorszego niż obwieszczać światu swoją radość, a potem wkrótce wszystko odwoływać i tłumaczyć innym dlaczego. Niemniej, statystyka mówi, że już czas przerwać milczenie… zanim mój wygląd nie zrobi tego za mnie! Dlatego dziś krótko i konkretnie:

Spodziewamy się dziecka! 🙂

ciąża pierwszy trymestr
Brzuszek pojawił się dopiero w zeszłym tygodniu – i to w ciągu zaledwie kilku dni! Wcześniej nikt by się nie domyślił – wyglądałam po prostu tak, jakbym zjadła porządny obiad.

Bardzo się z mężem cieszymy, bo oboje tego pragnęliśmy 🙂 Dziecko (jeszcze nie znamy płci) planowo ma przyjść na świat w lutym.

Kiedyś nie wyobrażałam sobie, że mogłabym zostać matką. Małe dzieci wywoływały we mnie uczucie napięcia. Dla mnie to był obcy gatunek – nie rozumiałam ich, nie chciałam przebywać w pobliżu. Gdy wyciągały rączki – bałam się. Gdy piszczały – podskakiwałam z niepokojem. Żeby zachować twarz ratowałam się dystansem, głupimi minami i ironicznymi komentarzami. Po latach uświadomiłam sobie, że moje nastawienie było spowodowane swego rodzaju blokadą emocjonalną. Powiem jedno: podwaliny do roli rodziców przygotowuje w nas nasz własny dom. Szczęśliwie w dorosłym życiu możemy już sami spróbować uporać się z naszymi problemami – zwolnić blokady, uświadomić potrzeby, docenić własną kobiecość/męskość… W moim przypadku kluczowe znaczenie ma też mój kochany mąż – po prostu z taką osobą u boku nawet perspektywa rodzicielstwa przestaje być straszna.

Dziś czuję się gotowa na macierzyństwo.

Jeszcze nie wiem jak odnajdę się w roli mamy, ale jestem pełna dobrych chęci i zamierzam zrobić wszystko, żeby maleństwo było szczęśliwe i miało kochający dom.

Tymczasem cieszę się, że wraz z pierwszym trymestrem minęły całodniowe mdłości i senność i w końcu odzyskałam siły do życia i chęci do jedzenia.

Na koniec anegdota:

Gdy jeszcze nie wiedziałam, że jestem w ciąży mąż upiekł pulled pork’a. Pachniało w całym domu kilka godzin. Na koniec wyjął mięso z naczynia żaroodpornego (bo spód się przypiekł) i przełożył je do innego, a naczynie wstawił do zlewu (i nie zalał wodą).

Chodziłam, chodziłam po domu… i tylko męczyła mnie myśl, że zjadłabym to mięso. Od sześciu lat nie miałam mięsa w ustach i nieraz zdarzała mi się ochota, ale szybko jakoś się blokowała, bo nie mogłam sobie wyobrazić, że będę w stanie je przełknąć wiedząc o mięsie to, co wiem.

Chodzę więc po kuchni. Naczynie stoi. Do jego dna przywarło trochę tej wieprzowiny – nie mogę uwierzyć, że tego nie odskubał porządnie, tylko tak zostawił, na zmarnowanie! Chodzę… i myślę o tym, że przecież życie trzeba szanować, że nie wolno go tak marnować… (właśnie dlatego zostałam “wege” – przez wtręt do wszechobecnego braku szacunku do życia). Chodzę, mięso mi pachnie – nad wyraz dobrze, tak dobrze, że… no myślę tylko o tym mięsie!

Wzięłam to naczynie. Powąchałam. Uskubałam trochę. Wyobraziłam sobie gryzienie, łykanie… No i blokady nie ma. No nie ma! Zniknęła. Zbliżyłam kawałek do ust i poczułam… że zamiast tego ślina mi cieknie!

No i tak proszę Państwa resztek żadnych nie zostało.

Zero Waste.

Dziś mówię, że to nie ja jadłam – to było wszystko dla dziecka. Chyba nie jest wegetarianinem – nie chcecie wiedzieć co mi się działo po zjedzeniu ciecierzycy…

***

Dziękuję za przeczytanie. Do następnego razu!

Trzymajcie się.

(Nie napiszę, że ciepło, bo pogoda ostatnio chyba wszystkim dopiekła).

Dodaj komentarz

Zielona Czarodziejka

Wierzę w dobre intencje. Kocham zwierzęta i światło świec. Wbrew wszystkiemu nie straciłam zdolności do dziecięcego zachwytu. Ufam swojemu bogu, ale moim kościołem jest natura. Z mięs jem tylko ryby.